Już nigdy nie będzie takiego lata!

DSCF4767

Rok 1972 to okres niezwykłych wydarzeń. Za najważniejsze uważam własne narodziny, ale nie mniej ważne było też otwarcie w Polsce okien na zachodni wzorzec konsumpcji, czyli PEWEX-ów. W zasadzie były to kioski walutowe, w których nasi rodacy mogli zostawić najpierw dewizy, a potem ich zamiennik, czyli bony walutowe w zamian za namiastkę zachodniego towaru. Wchodząc do PEWEX-u czuło się prawdziwy dreszcz emocji potęgowany specyficznym zapachem zgniłego kapitalizmu, kawą i guma do życia w listkach. Polski człowiek pracy mógł odnieść wrażenie, że nawet puszki i dżinsy miały swój niepowtarzalny zapach. Jednak sklepów tych nie odwiedzali przodownicy socjalistycznej pracy, a głównie mętny element spekulacyjny. Tym, którym dane było kupić cokolwiek demonstrowali bezwstydnie i bezczelnie swój status posiadacza zachodnich marek, a to dżinsów, a to magnetofonu kasetowego Sony, a to ostentacyjnie robiąc balony z białych listków Wrigley’s Spearmint. Tak jak wielu ludzi na świecie demonstrowało swój status nawet po śmierci, poprze okazałe nagrobki, a nawet sarkofagi, tak też i towar z PEWEX-u miał swoje drugie życie. Niczym w muzeum figur woskowych domowe galerie wypełniały się zbiorczymi opakowaniami po papierosach, z których absolutnymi precjozami były pudełka po Marlboro i Camelach oraz puszki po piwie. Na długo przed pojęciem segregacji odpadów i recyklingu domowe muzea pękały od kolorowych opakowań, które z dumą ozdabiały peerelowskie ściany próżności.
Jednak nikt nie zdawał siebie sprawy, co się tak naprawdę dzieje. Wchłaniając zapachy niemieckich delikatesów w Polakach rodziła się rewolucyjna myśl zerwania tej krótkie smyczy, na której władza starała się utrzymać kapitalizm w malutkich sklepikach. PRL-owscy dygnitarze nie wyciągnęli żadnych wniosków z tragedii, jaka miała miejsce dokładnie 60 lat przed uruchomieniem sieci PEWEX-ów. To właśnie w 1912 roku w nocy z 14 na 15 kwietnia podczas swojego dziewiczego rejsu niezatapialny statek pasażerski RMS Titanic zderzył się z górą lodową. W ciągu kilku godzin rozprute poszycie statku zaczęło napełniać się morską, lodowatą wodą, której już nic nie było wstanie powtrzymać. Konstruktorów zgubiła wówczas pazerność i pycha. Słabej konstrukcji nity nie wytrzymały ciśnienia wdzierającej się wody i o godzinie 2: 20 poddały brytyjski transatlantyk na zawsze pogrążając go w czarnej głębi oceanu.
Socjalizm też miał być niezatapialny. Jak to mówił jeden z bohaterów filmu pt. „Ile waży koń trojański” Proszę pani, socjalizm jest tak skonstruowany, że i przez dwieście lat się nie rozpadnie”. No i się rozpadł. I co dziś mamy? Sklepy, gdzie w jednej hali jest ponad 30 000 różnych produktów. Gdzie zapach pieczywa miesza się z gumą opon samochodowych, plastikowym badziewiem z Chin i karmą dla chomików. Gdzie, żeby zapłacić za towar wyginający rączkę koszyka w dobrym też tonie jest mieć oprócz pieniędzy kartę kredytowa, debetową i lojalnościową a w ekstremalnych przypadkach nawet paszport Polsatu. Dziś o tym, że nasz kolorowy trzyletni telewizor kończy żywot informują przebijające się przez piksele ślady poprzednio oglądanych programów lub całkowita ciemność jak w momencie, kiedy siadły generatory prądu na Tytanicu. A w czasach radosnego socjalizmu nawet agonia telewizora była kolorowa. Rubin, który ważył tyle co prawdziwy koń najpierw bił po oczach czerwienią, potem nasycał się w nadmiarze zielenią a u sąsiadów nawet kolorem niebieskim. Już wtedy oglądało się wiadomości z gaśnicą w ręku, by móc w porę ugasić domowe ognisko.
Trudno, to se ne vrati. Ale jak miło powspominać. I komu to przeszkadzało? Do kościoła chodzili ludzie by się modlić, a nie karmić nienawiścią; na pochody szli ludzie, by udawać, że się dobrze bawią, a nie demonstrować sprzeciw wobec reformy edukacji, klauzul sumienia i rzezi drzew, polska myśl technologiczna mimo wielu lat opóźnień była mimo wszystko innowacyjna, a nie imitacyjna.
O czym dziś marzą Polacy? Wszystko przecież jest. Luksusowe samochody, wczasy w Grecji, nawet reprezentacja Polski w piłce nożnej przegoniła w rankingu Orły Górskiego. Mamy paszporty, pieniądze, telefony komórkowe i dostęp do informacji 24h. Otóż Polacy marzą o wakacjach, o urlopie, o czasie wolnym od telewizora, Internetu, przedświątecznego Armagedonu zakupowego, o czasie wolnym od realizacji misji zakładu pracy. Czy już nigdy nie będzie takiego lata, jak śpiewał Pan Linda ze Świetlikami? Co ma się wydarzyć, byśmy lato nosili w sobie, mówili do siebie dzień dobry, obdarowywali uśmiechem, pogładzili bliskich po głowie … ja wiem. Musi zabraknąć Wam prądu, tak jak u mnie wczoraj wieczorem. Lodówka tonie, kawy nie ma, krople deszczu spływają po szybach, ale jak miło było bezczynnie, bez celu i bez nałogu zaglądania na FB posiedzieć przy coca-coli i po prostu pogadać.
Niech żyje trzeci stopień zasilania!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>